W niedzielny wieczór sala teatralno -parafialna w Dunstable ożyła po raz kolejny. Balsam dla duszy, jakim jest dla odbiorcy poezja śpiewana został wylany w litrach. Projekt “Remi & Falko” wystąpił przed publicznością z jakże ciekawym repertuarem, z utworami, z którymi każdy z nas mógł się identyfikować. Cudowny wieczór, uczta kulturalna, na której oczywiście nie mogło zabraknąć miłośników poezji śpiewanej jest potwierdzeniem wspaniałego klimatu w lokalnej społeczności dla przedsięwzięć kulturalnych, a zarazem zapowiedzią kolejnych tego typu wspaniałych imprez.

                 Zdj. Paweł Pietruczuk

“Remi & Falko” to projekt, który ujrzał światło dzienne stosunkowo niedawno i artyści wciąż – jak sami twierdzą – docierają się. Robią to najwyraźniej w ekspresowym tempie, czego dowodem był cudowny niedzielny koncert formacji w Dunstable. 

Wspaniałe teksty Wiesława Fałkowskiego, obecnego na występie, jakże charakterystyczne umiejętności wokalne rumuńskiej artystki Timei Maura, śpiew i gra na gitarze Pawła Szymańskiego sprawiły, że niedzielny wieczór był wyjątkowy i na długo pozostanie w pamięci zebranych na sali teatralno-parafialnej miłośników sztuki. Projekt “Remi & Falko” stworzył Remi Juśkiewicz, który współtworzył już wcześniej na Wyspach kilka innych zespołów. Remi komponuje, aranżuje utwory, gra na gitarze, a także wokalnie angażuje się w występ na scenie. 

                  Zdj. Dobiesław Zahel

Po koncercie udało się porozmawiać z Remi Juśkiewiczem. Oto treść rozmowy:

Made in Dunstable: Remi skąd czerpiesz inspirację do tworzenia?
Remi Juśkiewicz: Nr 1 to “The Beatles”, potem muzyka amerykańska: Bob Dylan, muzyka folk, gospel blue grass, country, a w Polsce Marek Grechuta, zespół “Raz dwa trzy” i wielki Czesław Niemen, zwłaszcza kiedy śpiewa białoruskie i rosyjskie pieśni ludowe z akompaniamentem gitary akustycznej.

MiD: Czym dla Ciebie jest sztuka?
R.J: Nie znam się na niej zbytnio, bardziej odczuwam i instynktownie akceptuję lub nie. Lubię być w jej otoczeniu.

MiD: Czy lepiej czujesz się w melancholijnych, raczej smutnych utworach, czy może jednak tych podsyconych żartem, groteską?
R.J: Jako twórca piosenek zacząłem od muzyki rockowej, nawet grałem dawno temu w Jarocinie, na słynnym festiwalu. Artystą kabaretowym nie jestem, ale jeśli mam dobry, żartobliwy tekst z odrobiną ironii, jak “Świat jeszcze istnieje” Wiesława Fałkowskiego, uwielbiam taki styl. Lubię też piosenki melancholijne i słodkie ale musi być w nich odrobina dramaturgii czy nawet histerii, zarówno w głosie, jak i w tekście.

             Zdj. Małgorzata Pietruczuk

MiD: Jak długo znasz się z Wiesławem Fałkowskim?
R.J: Wieśka znam bardzo długo jako fajnego człowieka z zainteresowaniami artystycznymi, ale jako poetę poznałem go na facebooku kiedy na początku tego (2017) roku zaprosił mnie do swojego grona przyjaciół poezji.

MiD: Co najbardziej podoba Ci się w jego poezji?
R.J: Świeżość, spostrzegawczość, wrażliwość i otwartość na wszelkie aspekty życia i śmierci. Poczucie humoru, dystans do samego siebie, własnej twórczości i co najważniejsze nigdy nie mówi, że napisał taki “życiowy” wiersz (uhahaha buhahaha).

MiD: Opowiedz proszę pokrótce o swojej drodze muzycznej. Czy czujesz się spełnionym artystą, czy może jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek analizy?
R.J: Jestem młodym, dobrze zapowiadającym się artystą i jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek analizy…
A tak na poważnie to przechodzę kolejny etap swojej muzycznej przygody.
Na początku chciałem mieć zespół i grać, obojętne co, byle grać, bo byłem bardzo nieśmiałym chłopakiem i to był jedyny sposób, aby zwrócić na siebie uwagę dziewczyn. Edukację muzyczną rozpocząłem w szkole muzycznej w klasie akordeonu. To też w moich kolejnych zespołach z automatu byłem klawiszowcem. Po okresie fascynacji zespołem “The Beatles” i “U2” (trwa do dzisiaj) zainteresowałem się muzyką Boba Dylana i folkiem amerykańskim. To właśnie wtedy zacząłem grać na gitarze. Ostatnio, czyli od czasu kiedy zacząłem współpracę z Wieśkiem mocno zbliżyłem się do poezji śpiewanej, przede wszystkim ze względu na teksty. Teksty Wiesława są cholernie dobre i po długim okresie fascynacji śpiewem w języku angielskim, śpiewam teraz bez kompleksów po polsku. Reakcja publiczności jest bezcenna. Można śpiewać po polsku, tylko jest jeden warunek – dobre teksty. Staram się też nigdy nie poddawać i oczekiwać, że ktoś poprowadzi mnie za rękę. Jestem osobą, tworzącą sytuację, taki amator – kreator. Nigdy też nie byłem wokalistą ale uzależnienie od kapryśnych śpiewaków doprowadziło do tego, że teraz jestem wokalistą w moim zespole i współpracuję z tymi, którzy traktują rzeczy poważnie. Człowiekiem takim jest Paweł Szymański, który śpiewa, gra na gitarze i wprost fantastycznie gra na harmonijce. Współpraca z Pawłem jest trochę ograniczona ponieważ mieszka w Polsce (Olsztyn). Ostatnio pograliśmy trochę w Anglii, a latem zagraliśmy koncert w Inowrocławiu, mieście z którego pochodzę. Na co dzień współpracujemy z Pawłem przez internet.

                   Zdj. Cezary Kowalski

MiD: Czy współpraca z Timeą jest tym czego szukałeś, czy jest to po prostu kolejny krok na Twojej muzycznej drodze?
R.J: Timeea pojawiła się na mojej drodze do sławy jakieś 8 lat temu, mieszka bardzo blisko mnie i ma duże doświadczenie w śpiewie chóralnym. W Rumunii należała do dość poważnego chóru, który jeździł z koncertami po całej Europie. Dwa lata temu zapytałem ją czy nie zechciałaby pośpiewać sobie raz w tygodniu tak zupełnie na luzie. Stworzyliśmy taki dwugłosowy duet, śpiewając w języku angielskim piosenki innych autorów. Taki przekrój od lat 50 -tych do teraz.
Po 2 latach nasze głosy zaczęły współbrzmieć. To zbiegło się z tegorocznym projektem “Remi & Falko”, a Timeea entuzjastycznie przyjęła propozycję udziału w koncertach. Entuzjazm trochę opadł w momencie gdy dowiedziała się, że będzie musiała śpiewać po polsku. Timeea jest bardzo solidna, odpowiedzialna, zawsze mogę na niej polegać. Finał jest taki, że dołączyliśmy do repertuaru kilka folkowych piosenek rumuńskich i teraz ona wspiera mnie śpiewając po polsku, a ja wspieram ją śpiewając po rumuńsku.
Aby uspokoić nasze sumienia tłumaczymy nasze teksty na język angielski, po to żeby wiedzieć o czym to w ogóle jest. Polska publiczność lubi rumuńskie piosenki do tego stopnia, że ostatnio w Dunstable pytano nas dlaczego jest ich tak mało.

            Zdj. Małgorzata Pietruczuk

         Zdj. Małgorzata Pietruczuk

MiD: Wasz koncert wypadł świetnie. Publiczność przeżyła piękne chwile. Mamy nadzieję, ze kiedyś się jeszcze spotkamy. Jak Ty odebrałeś niedzielny wieczór w Dunstable?

R.J: Pierwszy raz, a tak jakbyśmy tam grali co tydzień. Bardzo ciepło, nikt nie jadł popcornu i nie wyszedł w trakcie trwania koncertu. Kilka osób zostało, aby się z nami spotkać i pogadać. Z przyjemnością zagramy znowu w Dunstable, jak tylk otrzynamy zaproszenie.

Zadaliśmy też pytania poecie i autorowi tekstów Remi Juśkiewicza – Wiesławowi Fałkowskiemu. 

MiD: Wiesław, skąd czerpiesz inspirację do tworzenia?

Wiesław Fałkowski: Pewnie każdy twórca ma jakiś sposób na budzenie natchnienia. Jest poezja emocjonalna, która powstaje, jak to się mówi, we wnętrzu autora. Może bardziej w sercu niż w głowie? Powstają wtedy utwory bardzo osobiste, nasączone własnymi doświadczeniami, wzruszeniami, emocjami autora. Czytelnik łatwo to dostrzega i wie od razu “co poeta miał na myśli”. Jest też poezja przemyślana pod względem literackim, powiedzmy – wyrachowana. Twórca siada do pisania, bierze słowa i układa z nich strofy, teksty. Powstaje literatura. Napisałem kiedyś, nie tak dawno, wiersz. Może on odpowie najlepiej na twoje pytanie?

Kryształy

wszystkie ważne
niewypowiedziane słowa
na szczytach inteligencji ukryte
schowane górskie kryształy
między skałami i kamieniami
w miałkim piasku
pospolitych myśli
na kartkę papieru
rzuca je wyobraźnia
czarnym drukiem
łącząc starannie we frazy
słów matowe kryształy
powstaje tekst
cichy szept
niezrozumiały

zdawać by się mogło
że tymi słowami
jeszcze ktoś zawoła
nie zawoła
to wiatr tylko wyje

może serce coś powie
nie powie
czy serca ktoś słucha
nie słucha

Wiesław Fałkowski falko
Wiersz z autorskiego tomiku pt. “Siedem stopni miłości”, 2017 

MiD: Jak narodził się projekt “Remi & Falko”, którego występ mieliśmy okazję podziwiać w niedzielę w Dunstable ?

W.F: Słusznie zauważyłeś, że “Remi & Falko” to raczej projekt, niż nazwa zespołu muzycznego. W lutym tego roku odezwał się do mnie Remi (Remi Juśkiewicz) z Londynu. Czyta moje wiersze, podobają mu się i chciałby skomponować muzykę do kilku z nich. To oczywiste, że się zgodziłem. Od lutego powstało w ten sposób już dwanaście piosenek, które Remi także zaaranżował. Część prezentowana była na scenie w Dunstable podczas niedzielnego koncertu. Nazwa ma charakter raczej roboczy i została wymyślona, gdy niespodziewanie piosenka naszego autorstwa “Miłość koszulę łzami poplami” znalazła się na wysokim, dziesiątym miejscu Listy Przebojów Polisz Czart w audycji radiowej Sławka Orwata.

Dodam, że w projekcie biorą udział, oprócz Remiego także inni muzycy: Paweł Szymański, którego mieliście okazję poznać i posłuchać – harmonijka, gitary, śpiew; Łukasz Panfilak (gościnnie) – gitary; Jakub Łabanowski (gościnnie) – gitara akustyczna, bas. Dołączyła też do projektu urocza Timeea Maura Bucurenciu, śpiewająca po polsku, rumuńsku i angielsku. Timi również mieliście okazję poznać i posłuchać w niedzielę.

                   Zdj. Cezary Kowalski

                  Zdj. Daniel Cichy

MiD: Jak postrzegasz polską publiczność w Wielkiej Brytanii?

W.F: Ostatni tydzień był bardzo pracowity. Zespół zagrał aż cztery koncerty przed polską, ale także rosyjską publicznością w ramach Festiwalu Poezji Słowiańskiej – Słowiańska Brosza. Wszędzie przyjmowani byliśmy z wielką życzliwością, po przyjacielsku. Zarówno wśród młodych jak i dojrzalszych słuchaczy prezentowana muzyka i poezja znalazła uznanie. Bardzo się cieszę, bo zadaniem twórcy jest dostarczyć słuchaczom, odbiorcom wzruszeń i przeżyć estetycznych. Jeżeli to się udaje i publiczność nagradza artystów szczerymi brawami, okazuje zainteresowanie i sympatię, to nie ma większej nagrody.  Serdecznie dziękuję publiczności za tak miłe przyjęcie. Jestem dumny i wzruszony, że mogliśmy się przedstawić we wspaniałych miejscach, wspaniałej publiczności.

MiD: Czy pobyt w Anglii i Dunstable zapadnie Ci w pamięci? Myślisz, że są projekty, które można wspólnie realizować?

W.F: Minęło kilka dni, a ja już tęsknię. Takich spotkań się nie zapomina do końca życia. Jestem przekonany, że przyjazna atmosfera i ciepłe przyjęcie w Dunstable gwarantują dalszą wymianę pomysłów, która zaowocuje kolejnymi prezentacjami. Na temat nowych projektów scenicznych i muzycznych rozmawiałem już z Dorotą Górczyńską-Bacik, poetką, malarką, reżyserem i animatorką kultury oraz Aleksem Wróblem z POSK-u, poetą, działaczem, założycielem grupy KaMPe. Jeżeli to co pokazaliśmy się podobało i będziecie chcieli posłuchać nowych wierszy i piosenek, to dzwońcie. Przyjedziemy z radością.

 

Mamy nadzieję, że koncerty takie jak ten sprzed kilku tygodni Leonarda Luthera, a także minionej niedzieli projektu “Remi & Falko” będą częste w naszej społeczności. Naszą ambicją jest podtrzymywać sprzyjającą atmosferę i okoliczności, które nieustannie będą skłaniać artystów na naszej scenie.

Kurtyna chwilowo opada…

Już niedługo podniesiemy ją przed kolejnym występem.  

                   Zdj. Cezary Kowalski

Leave a Reply

Your email address will not be published.